Fundacja Kreatywnej Edukacji

miejsca_przyjazne
                                                                    
Media o nas Drukuj Wyślij znajomemu

_mg_0720

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Teatr w koszyczku. Zróbmy sobie przedstawienie.

Ewa Abramczyk-Boguszewska

Gazeta Pomorska. 11 czerwca 2010

 

Bardzo podobają mi się te bajki - mówi z przejęciem Michasia Sikorska. Dlaczego? - Bo są inne niż w telewizji i to jest w nich najfajniejsze!

Katarzyna Torzewska z wykształcenia pedagog, a z zamiłowania „opowiadacz bajek" ma grono swoich wiernych fanów. W księgarni „Gratka" najmłodsi mogą oglądać specjalnie przygotowane dla nich przedstawienia. Anna Sikorska przychodzi tutaj ze swoimi dziećmi: Michasią, Ignasiem i Anielką. - Odpowiada nam ta kameralna atmosfera - mówi. - Dzieci dobrze się tu czują. Bajki po prostu im się podobają.

Stoliczku, odkryj się!

Nie jest to zwykły spektakl. Dzieci nie muszą siedzieć na widowni i grzecznie oglądać tego, co się dzieje na scenie. Mogą włączyć się w opowiadanie bajek. Dotknąć figurek, które „grają" w przedstawieniu, Funkcję sceny pełni stół, kurtyny - jedwabna zasłona.

Każde spotkanie to zabawa. Tym razem dzieci będą oglądać bajkę o kmiotku i soczewicy. Które dziecko dziś wie, co to soczewica i kim jest kmiotek?

Dlatego najpierw krótka lekcja. Do rąk widzów trafiają woreczki. Co w  nich jest?

- Ziarenka!

- Jakie?

- Okrągłe i twarde - wołają dzieci.

- Wcale nie, one są trochę miękkie - protestują inne maluchy.

- Mogę je polizać?

- A co to jest?

- Soczewica, która zagra w następnej bajce -wyjaśnia pani Kasia.

I tak zaczyna się opowieść o leniwym kmiotku, któremu nie chciało się wsypać ziaren do worka. W końcu jednak przekonał się, że warto zabrać się do pracy, a z pomocą przyjaciół wszystko pójdzie jak z płatka.

- A soczewica nie chce do wora - chór dziecięcych głosów powtarza refren bajki.

Mały chłopczyk uparcie podchodzi do stołu - sceny. Jest wyraźnie zainteresowany figurkami zwierząt. - Zostaw, nie przeszkadzaj - upomina go mama. Maluch jednak nie rezygnuje, a przedstawienie trwa nadal.

Wszystkim żal, gdy się kończy.

- Bajeczka się skończyła. Była miła czy niemiła?

- Miła!!

- Ba widowni jest Marianna Torzewska, córka pani Kasi. Co najbardziej lubi w przedstawieniach mamy? - Figurki. Podobają mi się, bo są własnoręcznie zrobione. Takich nie można kupić w sklepie.

Siła wyobraźni

To dzieci - trzynastoletni Antek, dziewięcioletnia Marianna i najmłodsza, pięcioletnia Aniela - są doradcami pani Kasi. - Antek najmniej angażuje się w moje przedstawienia z racji swojego wieku - śmieje się jego mama. - Czasami więc proszę dziewczyny o radę. Efekt prób moje dzieci widzą jednak w dniu premiery. Gdy ćwiczę, wiedzą, że mamie nie można przeszkadzać. Muszę przemyśleć, jak powinny poruszać się figurki, przećwiczyć tekst, dostosować piosenki, jak zbudować nastrój całej opowieści.

- Dzieci trochę pomagają w przygotowaniu figurek. Ich zrobienie wymaga czasu i staranności. Postaci szyję z naturalnych materiałów - wełny, bawełny, płótna i filcu.

Do wykonania zwierząt używam runa owczego, które filcuje - pani Kasia zdradza tajniki swojej pracy. - Rekwizyty są skromne. Chcę bowiem pokazać dzieciom, że w domu też mogę przygotować sobie teatrzyk, który niewiele kosztuje. Przedstawienie ma być dla nich inspiracją do podejmowania różnych prób.

Lalki nie mają rysów twarzy. Dorosły od razu tego nie zauważa. Dzieci, to co innego. - Czasami pytają, dlaczego lalki nie mają buzi. Tłumaczę, że występują przecież w różnych okolicznościach. Czasem są wesołe, innymi razem smutne. Nie mogą więc być, na przykład zawsze uśmiechnięte. To dzieci w wyobraźni nadają lalkom wyraz twarzy, w zależności od nastroju opowieści.

Opowieści sprzed lat

Dekoracje są lekkie i zwiewne. Są też wyroby z gliny i dary natury. A najciekawsze jest to, ze cały teatrzyk można zmieścić w koszyczku. Z nim pani Kasia zawitała też do zaprzyjaźnionych przedszkoli i szkół. Dzięki niej maluchy żyjące w epoce komputerów i telewizji mają okazję poznać polską klasykę. - Ożywiam nieco zapomniane bajki - mówi pani Kasia. - Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele mamy pięknych, polskich utworów. Z mądrym morałem, bardzo czytelnym dla dzieci. Taka jest, na przykład twórczość Antoniego Glińskiego, który napisał bajkę o kmiotku i o soczewicy.

Dodatkową atrakcję dla dzieci są piosenki ludowe, tematycznie połączone z przedstawieniami. - Podoba mi się, jak ta pani śpiewała - mówi Ignaś Sikorski.

- Bo pani śpiewa, rusza się, a gdy trzeba - udaje zwierzęta.

Najbliższe przedstawienie w „Gratce" już dziś. Tym razem maluchy będą słuchać opowieści o kwiecie paproci, przygotowanej w oparciu o baśń Józefa Ignacego Kraszewskiego. Na spektakl może wybrać się każdy, kto ma ochotę. Wstęp jest wolny.

Katarzyna Torzewska

Absolwentka pedagogiki specjalnej, współtworzyła Ośrodek dla Dzieci Autystycznych w Bydgoszczy. Ukończyła studia podyplomowe z edukacji przedszkolnej w wczesnoszkolnej. Wraz z muzykiem - Jolantą Gawryłkiewicz, napisała projekt dla Fundacji Kreatywnej Edukacji związany z upowszechnieniem bajki i tradycyjnej muzyki polskiej. Przedstawienia oglądali w Bydgoszczy mali pacjenci w szpitalach, mieszkańcy Domu Małego Dziecka, Domu Samotnej Matki, dzieci ze świetlic środowiskowych. Obecnie prezentowane są w księgarni „Gratka" przy ulicy Jezuickiej w Bydgoszczy. Teatrzyk w koszyczku mogą mogą także zapraszać szkoły i przedszkola. Jego autorka współpracuje z księgarnią „Kolorowa" w Bydgoszczy.

 

 


 

Inicjatywa w rękach rodziców. Nieformalna grupa "Rodzic działa" zabiera coraz donośniej głos w sprawach związanych z dziećmi

Źródło: http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100224/BYDGOSZCZ01/403440790

(domi)

Przedszkole, w którym będą uczyć panie, pragnące wrócić na rynek pracy, kawiarnia przyjazna maleństwom, tematyczny plac zabaw na Wyspie Młyńskiej - to tylko kilka pomysłów, które "działający rodzice” już niebawem wcielą w życie.

Nieformalna grupa rodziców działa pod egidą Fundacji Kreatywnej Edukacji, której prezesuje Jolanta Gawryłkiewicz.

Aktywni działają

- Jako "rodzice” nie mamy jednolitej struktury. Współpracujemy za to z różnymi instytucjami, a naszym celem jest poprawa jakości dzieciństwa naszych latorośli - tłumaczy Jola.

Zebrali się po raz pierwszy we wrześniu i od razu zabrali się do akcji.

- Jako, że w naszym mieście mało jest teatrzyków, koncertów dla dzieci, postanowiliśmy sami tworzyć dla naszych maluszków przedstawienia. We współpracy z Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy organizowaliśmy mikołajki. Od wczoraj wiem, że udało nam się pozyskać z Urzędu Miasta dotacje w wysokości 10 tysięcy na dalsze imprezy kulturalne dla dzieci - cieszy się.

Wspierają ratusz

Rodzice mocno współpracują z bydgoskim ratuszem. Joanna Gawryłkiewicz: - Nasze oddolne inicjatywy mają zasilać koncepcje inwestycyjne urzędników. Często są one nietrafione, ponieważ nie ma specjalnych sondaży, w których wyraźnie widać by było, na czym bydgoszczanom zależy. My robiliśmy takie badania. Mamy też platformę komunikacyjną www.rodzicdziala.pl, na której rodzice wpisują swoje pomysły, idee, porady - wylicza.

Poza tym spotykają się kilka razy w miesiącu, by omówić palące kwestie i działać bez ociągania. Już za dwa tygodnie kolejne spotkanie. Tym razem w "Czarze dziecka” na Miedzyniu. - Staramy się nie separować maluchów od dorosłych i zwykle spotykamy się z pociechami. W "Czarze dziecka” będziemy dopieszczać wniosek o stworzenie nowatorskiego przedszkola. Ma to być miejsce dla kobiet, które pragną wrócić na rynek pracy. Realizowałyby się tam zawodowo i poczuciu wsparcia i ciepła. Mamy już obiecany lokal przy ulicy Reja 7.

Miasto przeznaczyło również miejsce przy starówce, którego przeznaczeniem ma być kawiarnia przyjazna dzieciom. - W której nie paliłoby się papierosów, organizowalibyśmy teatrzyki, koncerty dla dzieci, spotkania dla rodziców przy pysznej kawie i ciastku. Takiego miejsca brakuje w Bydgoszczy. Chcemy by była to wizytówka naszego miasta - tłumaczy Gawryłkiewicz.

Grupa "Rodzic działa” planuje na swojej stronie zamieścić wykaz miejsc przyjaznym dziecku.

- W których można malucha przewinąć, nakarmić, w atmosferze spokoju i przyjaźni - proponuje Gawryłkiewicz. - Lokale te oznaczymy specjalnym logotypem.

Rodzice mają też pomysły dotyczące zagospodarowania nowopowstających placów zabaw. - Pragniemy, by były one jakoś wyróżnione tematycznie. By nasze dzieci mogły się tam bawić i uczyć - kończy Gawryłkiewicz. 

 


Rodzic Działa - inicjatywa młodych matek

Aleksandra Lewińska2009-12-02, ostatnia aktualizacja 2009-12-02 10:52

z7320144x

 

Gonienie gołębi na Starym Rynku? Spacer do zoo? Ile można! Wymyślmy coś nowego - postanowili rodzice. I wymyślili. Akcja Rodzic Działa ma sprawić, żeby w Bydgoszczy maluchom żyło się lepiej.Podczas wtorkowego spotkania rodzice stworzyli listę konkretnych propozycji współpracy dla ratusza. W środę trafi ona na biurko Rafała Zwolińskiego, zastępcy dyrektora wydziału zdrowia i polityki społecznej. Na pierwszym planie Justyna Tessan z synkiem

 

 

 

Pierwsza była Jolanta Gawryłkiewicz, ekonomistka i muzyk, mama 3,5-letniej Tosi. Na początek wrzuciła do internetu ankietę dla bydgoskich rodziców. Spytała, co im w mieście przeszkadza (szkło i niedopałki na placach zabaw) i czego oczekują (cyklicznych spotkań dla matek i warsztatów dla ojców, miasteczka rowerowego, koncertów muzycznych dla maluchów, dostosowania menu w restauracjach dla kilkulatków, wycieczek po mieście i okolicy z dziećmi). Dostała kilkadziesiąt odpowiedzi. 

- Wtedy już wiedziałam, że jest nas cała grupa - mówi Gawryłkiewicz. We wrześniu w Fundacji Bezpieczny Świat zorganizowała pierwsze spotkanie dla rodziców, którzy chcieliby działać razem z nią. Przyszło 16 mam. 

Wśród nich była Joanna Thomas, mama 5,5-letniego Huberta, która też uważa, że Bydgoszcz, jeśli chodzi o rozrywkę dla dzieci, to pustynia: - Pierwszy rok matka z maluchem jest zamknięta w czterech ścianach - mówi. - Z wózkiem niemal nigdzie nie wejdzie, w lokalach nie ma gdzie dzieciaka przewinąć, nakarmić. Chyba że w supermarkecie, ale spacer w dusznym pasażu, gdzie dziecku jarzeniówki w oczy świecą, do atrakcji nie należy. Gdy maluch podrośnie - regularną i niestety niemal jedyną atrakcją stają się spacery do zoo w Myślęcinku, na Wyspę Młyńską, albo na rynek, by pobiegać za gołębiami. Ale ile można? 

Teraz rodzice spotykają się raz w miesiącu (już jest ich ponad 20). Są po wstępnych rozmowach o współpracy z kuratorium, ratuszem, muzeum okręgowym i Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym. Mają już swoje logo i konkretne plany. - Chcemy, żebyśmy razem z urzędnikami decydowali o kształcie miejskich placów zabaw - mówi Gawryłkiewicz. - Niektóre są w opłakanym stanie. A nowe - nie spełniają oczekiwań: nie ma przy nich toalet, ogrodzeń, są zabrudzone przez zwierzęta. 

Chcą wystąpić o unijne fundusze na stworzenie w Bydgoszczy eksperymentarium: interaktywnego placu zabaw, na którym małe dzieci będą mogły bawić się zjawiskami fizycznymi, chemicznymi i tworzyć sztukę na świeżym powietrzu. - W Paryżu niemal każda dzielnica ma coś takiego - mówi Gawryłkiewicz. - Gdy na placu oprócz zabawek sprawnościowych znajdą się też piszczałki - będą mogły z niego korzystać nawet roczne dzieci. 

Teraz pochłania ich praca nad uruchomieniem internetowego portalu dla bydgoskich rodzin z dziećmi (www.rodzicdziala.pl). - Z ankiet wynikło, że rodzice go potrzebują - mówi Gawryłkiewicz. 

Joanna Zbytnierska, mama siedmioletniej Pauli, czteroletniej Kamili i trzyletniej Natalii już zgłosiła chęć współpracy przy portalu. - Wiem, jak trudno zaplanować weekend z dziećmi - mówi. - Imprez w mieście niewiele: raz w miesiącu spektakl dla dzieci, raz koncert dla maluchów w filharmonii. Ale zdobycie biletów graniczy z cudem. Przez kilka miesięcy próbowałam! Dzwoniłam, gdy tylko pojawiła się na stronie internetowej informacja o zapisach. I zawsze słyszałam to samo: wejściówki już się rozeszły. 

Portal (www.rodzicdziala.pl) wystartuje 6 grudnia. Na razie w wersji testowej. Znajdzie się w nim kalendarium imprez dla dzieci (z podziałem na grupy wiekowe). Gdy rodzice zdobędą fundusze, rozbudują go. Docelowo na stronie ma się znaleźć nie tylko wykaz imprez, ale też lista miejsc przyjaznych maluchom. Rodzice sami sprawdzą, w którym klubie fitness opiekunka zajmie się maluchem, gdy mama pracuje nad talią i udami, w której restauracji nie nakarmią dziecka frytkami, tylko pożywną zupką. Chcą też stworzyć subiektywny ranking bydgoskich przedszkoli. Portal ma też pełnić funkcje społecznościowe. 

- Rodzice będą dzielić się uwagami, wymieniać pomysłami, na forum oceniać miejskie inicjatywy - mówi Thomas. 

Do akcji Rodzic Działa włączają się też pedagodzy i organizacje zajmujące się realizacją zajęć dla dzieci, np. Centrum Zabaw Animacji i Rozwoju "Czar Dzieci". 

Wioleta Gardzielewska, założycielka "Czaru Dzieci": - Matki i ojcowie przyprowadzają do nas maluchy i otwarcie przyznają, że brakuje im pomysłów na spędzanie czasu z dziećmi. Wspólnie możemy sami sobie pomóc. 

Pierwsza impreza zorganizowana przez rodziców już w niedzielę. "Na anielskich skrzydłach" - to mikołajki w muzeum w Spichrzach przy ul. Grodzkiej. Będzie to spektakl dla przedszkolaków o św. Mikołaju. 





Mamo! Tato! Czego oczekujesz? Co chciałbyś robić z dziećmi w weekend? Czekasz na spektakle teatralne? Koncerty muzyczne? Napisz do nas: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć  

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz


Nowy artykuł w Qlturce: Muzyka od kołyski czyli Bebe PlimPlim.

Zapraszamy do przeczytania relacji z warsztatów prowadzonych przez naszych przyjaciów z Portugalii w ramach XIII Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży Korczak - Companhia de Música Teatral.

BebePlimPlim

 


 

II edycja kursu "Improwizuję czyli Audiuję".

W sobotę, 26 września 2009, uczestnictwem w zajęciach umuzykalniających dla małych dzieci, rozpoczął się w Fundacji Kreatywnej Edukacji w Bydgoszczy kurs „Improwizuję czyli Audiuję”, nad którym patronat objął portal Qlturka.
Kurs to szansa, by w ciągu roku zmierzyć się z teorią uczenia się muzyki E.E. Gordona.
Staramy się wykształcić osoby, które będą jak najlepiej uczyły niemowlęta i dzieci do 6 roku życia. Naszym celem jest to, by placówek zajmujących się podobną działalnością powstawało w Polsce więcej.  Realizujemy kurs we współpracy z Polskim Towarzystwem E.E.Gordona, którego certyfikat otrzymają uczestnicy zajęć po ich odbyciu. Na szkolenie zapisało się 18 osób się z całej Polski: od Opola, Wrocławia, po Gdańsk. Dwadzieścia ze 160 godzin zajęć to praktyki, czyli obserwację, prowadzenie, przygotowywanie zajęć umuzykalniających. W programie przewidziano m.in. zapoznanie się z etapami audiacji wg Gordona, metodykę zajęć umuzykalniających, naukę improwizacji.

Zajęcia prowadzą m.in. dr Ewa Klimas-Kuchtowa z Instytutu Psychologii Stosowanej UJ, dr Wojciech Jankowski - emerytowany docent AMFC w Warszawie i honorowy członek Gordon Institute for Music Learning, tancerka Emilia Kubik, swoim warsztatem nawiązująca do choreografa Rudolfa Labana.

Najwięcej kursantów to młode mamy, które maja największą motywację, by pielęgnować i rozwijać zdolności muzyczne swoich dzieci.
- W maju brałam udział w seminarium gordonowskim w FKE, po czym zapisałam się na ten kurs – mówi Joanna Kiełbiewska z Warszawy, mama 22-miesięcznej Alicji. – To bardzo ciekawe, inne podejście do muzyki i jej uczenia. Spotykałam się z różnymi formami kształcenia muzycznego dzieci i jest to jedyna forma, której efekty widzę. Sama uczę i obserwuję, jak dobrze ta metoda wpływa na dzieci.

Na kurs zapisała się także Joanna Tułodziecka, dyrektor szkoły Peek-a-boo w Bydgoszczy.
- Zależało mi, jako osobie prowadzącej szkołę językową dla dzieci, na pomyśle na zajęcia rozwojowe. Koleżanka, która skończyła taki kurs, poleciła mi FKE. Na spotkaniach  umuzykalniających dzieci wpadają w taki pozytywnie rozumiany trans, klaszczą, chodzą w rytm muzyki i wyczulają się w ten sposób na dźwięk. Pośrednio wpływa to na ich zdolność rozwijania umiejętności słuchania i mówienia w języku obcym.

Chociaż nie ma badań potwierdzających zależność między uzdolnieniami muzycznymi i łatwością uczenia się języków obcych, na pewno rozwijając słuch naszych pociech ułatwiamy im poznawanie niuansów wymowy, co potwierdzają logopedzi polecający zajęcia dla swoich podopiecznych. Przede wszystkim jednak uczymy muzyki dla samej muzyki, bo uważamy, że jest ona tego warta.

reportaż_Zajęcia_umuzykalniające


Bydgoszcz miastem przyjaznym dla Maluchów

Anna Twardowska
2009-09-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-04 15:17

Taki cel stawia przed sobą Jolanta Gawryłkiewicz z Fundacji Kreatywnej Edukacji. - Szukam instytucji, które mi w tym pomogą oraz osób z niebanalnymi pomysłami - mówi "Gazecie".

Fundacja, którą prowadzi, przygotowała ankietę dla rodziców (dostępna na stronie www.fundacjakreatywnejedukacji.org) z propozycjami różnych przedsięwzięć, które "otworzą" Bydgoszcz na potrzeby maluchów i ich rodziców. Są wśród nich m.in. zajęcia w muzeum z możliwością dotykania eksponatów lub specjalnie wykonanych dla dzieci kopii; czytanie bajek przez aktorów; organizacja warsztatów kulinarnych dla rodziców i dzieci; przygotowanie miasteczka rowerowego dla najmłodszych.
Jednym z pomysłów są także spotkania klubowe, w zacisznej kawiarni, gdzie przy muzyce i domowych wypiekach, można porozmawiać z innymi rodzicami lub zaproszonymi specjalistami.

O małych gości mogą powalczyć również restauracje. Sposobem na ich przyciągnięcie ma być przygotowanie "dziecięcego" menu: gotowane warzywa, filet rybny na parze, a nie tylko wszechobecne frytki.

Rodzice mogą wybierać wśród propozycji. Chodzi o to, żeby określić, jakie są potrzeby i potem szukać możliwości ich realizowania.

Na czyje wsparcie liczy fundacja? - Muzea, restauracje, firmy, ośrodki kultury, uczelnie i Urząd Miasta. Specjaliści z naszych szkół wyższych mogliby podczas warsztatów np. nauczyć tatusiów, jak w ciekawy sposób organizować maluchom czas wolny, a kobietom podpowiedzieć, jak być szczęśliwą matką oraz żoną i nie dać się zwariować - mówi Gawryłkiewicz. - Nad maluchami może też pochylić się Collegium Medicum UMK i przygotować dla nich minimedicalia. Już dzisiaj moja córka, która jest fanką filmu "Było sobie życie", zasypuje mnie pytaniami: po co mi płuca?, gdzie mam wątrobę?, dlaczego moje oskrzela chorują?

Fundacja chce także, żeby w Bydgoszczy powstawały miejsca wolne od tytoniu. Dzisiaj jest tak: - Idę do pubu na spotkanie ze znajomymi i muszę szukać opiekunki dla dziecka, bo przecież nie zabiorę z sobą kilkulatka do lokalu, w którym wszyscy palą. Gdyby w klubach były wydzielone sale dla niepalących z przestrzenią dla dziecka, w której maluch może pobawić się, lepić z plasteliny, to zapewne młodzi rodzice byliby częstymi bywalcami w takich lokalach - uważa Gawryłkiewicz.

Pierwsze jaskółki nadziei już są. - W czasie koncertów wynosimy popielniczki i każdy przyjmuje to ze zrozumieniem. Planuję uruchomienie kolejnej sali w piwnicach i to będzie miejsce całkowicie wolne od tytoniu - zapowiada Józef Eliasz, szef klubu Eljazz.

Na konkretne propozycje czeka także Urząd Miasta. - Pomysł bardzo dobry, ale za mało wiem na temat tego projektu, żeby cokolwiek deklarować. Gdy oczekiwania względem ratusza będą sprecyzowane, wtedy możemy dyskutować o tym, co da się zrobić - zapowiada Aleksandra Lubińska, dyrektor wydziału zdrowia i polityki społecznej.



Firmy i instytucje, które chcą działać na rzecz dzieci, mogą zgłaszać się do fundacji ze swoimi propozycjami. Adres: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

____________________________________________________________________________

Radio Pik (Patron medialny Europejskiego Seminarium Gordonowskiego) - o Teorii Edwina Eliasa Gordona

Są prekursorkami - prowadzą zajęcia umuzykalniające według teorii Edwina Gordona. Brzmi może tajemniczo, choć wcale nie jest skomplikowane.  Profesor Gordon to twórca teorii uczenia się muzyki od momentu narodzin, a nawet w czasie ciąży.

Profesor Gordon, propagator uczenia muzyki niemowląt i małych dzieci twierdzi, że najważniejszym okresem dla uczenia się jest czas od pierwszych chwil po urodzeniu  do ukończenia trzeciego roku życia.  Dlatego podczas jedynych tego typu zajęć w regionie można spotkać mamy z małymi dziećmi, a nawet kobiety w ciąży.

Zajęcia prowadzi Jolanta Gawryłkiewicz.

Nie tylko! lista pozostałych propagatorów Teorii E.E. Gordona jest długa. W nagraniu wzięły udział osoby z kursu Improwizuję czyli audiuję: Kornelia Weronika Orwat z Warszawy oraz Barbara Szymkiewicz z Leszna. A uczestników jest 19 - z całej Polski!

 

Posłuchaj: Audycja Popołudnie_z_nami Magdy Jasińskiej

 


Dziecko w świecie muzyki

"Dziecko w świecie muzyki" to artykuł, zamieszczony na portalu Qlturka.pl dotyczący zagadnień wchodzenia dziecka w otaczający go świat dźwięków. Sam portal jest niezwykle ciekawą inicjatywą - zapraszamy do zapoznania się z artykułem i bogactwem tematów opublikowanych na tej stronie.

Qlturka

 

 

 

 



 

Miniprzedszkola, klęski urodzaju nie ma

Marcelina Szumer
2008-11-02, ostatnia aktualizacja 2008-11-03 00:32

Dziesięć miesięcy po poluźnieniu prawnych obostrzeń wciąż powstaje niewiele domowych przedszkoli

Zobacz powiekszenie
Fot. Agnieszka Kosiec / AG
Przedszkole w Zielonej Górze
>> Maluchy eksperymentują w przedszkolu

Do bydgoskiego urzędu miasta wciąż dzwonią zainteresowani założeniem miniprzedszkola. Ale na tym kończy. - Nie powstało ani jedno miniprzedszkole - przyznaje Marian Sajna, dyrektor miejskiego biura edukacji. W jego opinii główną przeszkodą są wymogi dotyczące lokalu.

Przepisy umożliwiające firmom, fundacjom i prywatnym osobom zakładanie miniprzedszkoli weszły w życie w styczniu. Miały pomóc rozwiązać problem braku miejsc w placówkach publicznych. Okazało się, że zainteresowanym trudno spełnić wymagania (lokal na miniprzedszkole musi mieć co najmniej 16 m kw. powierzchni, 2,5 m wysokości, dwa wyjścia przeciwpożarowe). - Prawo zostało pomyślane tak, aby zapewnić jak najlepszą opiekę dzieciom - twierdzą przedstawiciele MEN. Pod koniec listopada sprawdzą, czy przepisy nie są zbyt restrykcyjne, dowiemy się, ile powstało miniprzedszkoli.

Oto, co wynika z naszej sondy.

Wrocław. Od lipca powstało tam dziewięć takich placówek. Działają głównie przy domach kultury i zapewniają miejsca dla 225 maluchów. Pod koniec roku mają zacząć działać pierwsze miniprzedszkola w prywatnych mieszkaniach. - Taką chęć zgłosiło kilkanaście osób - mówi Lillia Jaroń, dyrektorka wrocławskiego biura edukacji.

Poznań. Dzięki unijnym dotacjom pozarządowa fundacja Familijny Poznań otworzyła 15 miniprzedszkoli.

Warszawa. Magistrat jeszcze nie ma dokładnych informacji, ale wiemy że placówki są np. Zespół Ognisk Wychowawczych im. Lisieckiego przed miesiącem uruchomili dwa punkty. Zajęcia trwają trzy godziny, są bezpłatne, rodzice mogą w nich uczestniczyć z dziećmi.

Z Jolantą Gawryłkiewicz z bydgoskiej Fundacji Kreatywnej Edukacji, która we własnym mieszkaniu prowadzi przedszkole, rozmawia Marcelina Szumer

Skąd pomysł, aby prowadzić przedszkole?

- Jestem muzykiem, zaczęło się od zajęć umuzykalniających dla dzieci. W 2006 r. stworzyłam fundację. Wtedy wynajmowaliśmy pomieszczenia, ale one nie zawsze spełniały nasze oczekiwania. Postanowiłam urządzić swoje mieszkanie tak, aby nadawało się na zajęcia dla dzieci. To duże mieszkanie na parterze, dokupiłam pomieszczenia od sąsiadów, jest sala dla dzieci i specjalna dostosowana dla nich łazienka. Od września rozszerzyłam działalność o opiekę nad dziećmi w ciągu dnia. Pracują u mnie dwie mamy, które chcą połączyć wychowanie dziecka z pracą. To pasjonatki. Chciałabym im płacić więcej i zatrudniać na etat, ale na razie im taki układ odpowiada. Placówka działa cztery godziny dziennie.

To znacznie mniej niż w normalnym przedszkolu?

- To nie jest rozwiązanie dla wszystkich, ale lepsze cztery godziny fajnych, rozwijających zajęć niż nic. U nas jest średnio 13 dzieci (niektórzy rodzice przywożą dzieci np. co drugi dzień), są zabawy, eksperymenty, czas dla każdego. Koszt - ok. 300 zł miesięcznie. Część mam, których dzieci do nas chodzą, wychowuje w domu młodsze dzieci, część wykonuje wolne zawody, więc nie pracują od 8 do 18.

Zajęcia nie mogą trwać dłużej ze względu na brak posiłków. Nie dostaję jeszcze miejskiej dotacji, więc nie mam, jak zorganizować kuchni czy cateringu. Dzieci przynoszą ze sobą drugie śniadanie.
Czyli nie jesteście jeszcze miniprzedszkolem?

- Na razie używamy nazwy "Uniwersytet Dziecięcy". Jesteśmy czymś pomiędzy klubem malucha a widniejącym w nomenklaturze Ministerstwa Edukacji punktem przedszkolnym. Najpierw otworzyłam placówkę, a dopiero potem zaczęłam się starać o środki z urzędu miasta. Czeka mnie dostosowanie do ministerialnych wymagań: współpraca z kuratorium, nadzór osoby z odpowiednimi kwalifikacjami. Muszę działać zgodnie z wymaganiami sanepidu czy straży pożarnej.

Wiele osób, które myślą o otwarciu miniprzedszkola, skarży się, że załatwienie formalności to droga przez mękę.

- Nie jest łatwo. Teraz walczę z sanepidem o zmianę sposobu użytkowania lokalu - mam mieszkalną, a nadzór budowlany twierdzi, że musi być publiczny. Mam pismo z Ministerstwa Infrastruktury, że przedszkole może się mieścić w mieszkaniu. Niestety, urzędnicy na początku rozmowy w ogóle mnie nie słuchają. Muszę się im udowadniać, że mam rację.

Kiedy staniecie się oficjalnie miniprzedszkolem?

- Urząd miasta raz w roku prowadzi nabór wniosków o dofinansowanie. Mam nadzieję, że do września 2009 r. sprostamy wymaganiom.

Czy dla waszego dziecka zabrakło miejsca w publicznym przedszkolu? Jak sobie poradziliście, jak to wpłynęło na wasz domowy budżet, na wasze życie? Piszcie: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 


Pierwsze domowe przedszkole w Bydgoszczy

Emilia Iwanciw
2008-09-23, ostatnia aktualizacja 2008-09-23 17:16

W Bydgoszczy powstało pierwsze alternatywne przedszkole o nazwie Uniwersytet Dziecięcy. Rodzice są zachwyceni. - Nie ma rygoru, każde dziecko traktowane jest indywidualnie, a atmosfera jak w domu - chwalą

Zobacz powiekszenie
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG
Miniprzedszkole Fundacji Kreatywnej Edukacji mieści się w prywatnym mieszkaniu przy ul. Kordeckiego 16/1. Na zdjęciu: Agnieszka Chełkowska-Madej (z lewej) i Agnieszka Łączna podczas zabaw z dziećmi
ZOBACZ TAKŻE
Od tego roku osoby prywatne, firmy, organizacje pozarządowe, a nawet parafie mogą prowadzić domowe przedszkola. Jest to możliwe, bo właśnie wchodzą w życie nowe przepisy prawne. Ministerstwo Edukacji Narodowej w czerwcu wydało rozporządzenie o tzw. alternatywnych formach wychowania przedszkolnego, które znacznie łagodzi obowiązujące dotychczas wymogi lokalowe. Nareszcie rodzice będą mogli zostawić dziecko pod profesjonalną opieką tylko na kilka godzin, tyle razy w tygodniu, ile zechcą. Pod warunkiem że znajdą się osoby, które będą chciały otworzyć takie placówki.

W Bydgoszczy jako pierwsza zadania podjęła się Fundacja Kreatywnej Edukacji, która do tej pory zajmowała się głównie umuzykalnianiem niemowląt. Właśnie utworzyła Uniwersytet Dziecięcy. Maluchy w wielu od 2,5 do 5 lat mogą uczestniczyć w zajęciach przez cztery godziny dziennie. Uczą się francuskiego, angielskiego, muzyki, biorą udział w warsztatach teatru tańca i zajęciach przyrodniczych. Na tych ostatnich same sadzą rośliny: słoneczniki i brokuły, a potem patrzą, jak rosną. Zajęcia odbywają się w prywatnym mieszkaniu Jolanty Gawryłkiewicz - prezes fundacji. Dzieci jednego dnia maksymalnie jest 13. Opiekują się nimi dwie wykwalifikowane wychowawczynie, trzecia prowadzi zajęcia.

- Stworzyliśmy Uniwersytet Dziecięcy nie tylko ze względu na brak miejsc w przedszkolu - tłumaczy Gawryłkiewicz. - Naszym zdaniem, dla maluchów o wiele lepszym rozwiązaniem niż tradycyjne, są alternatywne miniprzedszkola. Te pierwsze, przez dużą ilość dzieci nie mają szansy poświęcić dzieciom tyle uwagi, ile potrzebują, pozwolić na samodzielne eksperymenty i rozwijanie wyobraźni. Przy takiej ilości dzieci wiele czasu pochłania po prostu utrzymanie dyscypliny.

Zajęcia w alternatywnym przedszkolu odbywają się w oparciu o zasady pedagogiki Marii Montessori. Metoda ta kładzie nacisk na swobodny rozwój dzieci. Przeciwstawia się systemowi szkolnemu, tłumiącemu aktywność maluchów, którego symbolem była dla Montessori szkolna ławka. Głównym zadaniem tego rodzaju edukacji jest wspieranie spontaniczności i twórczości dzieci, nietłumienie ich energii i radości naturalnie wpisanej w dzieciństwo. - Dzieci uczą się u nas poprzez samodzielne eksperymenty metodą prób i błędów - wyjaśnia Gawryłkiewicz. - To wychowanie w oparciu o zasadę: daj mu czas, by mógł zrobić to sam.

Na zajęciach Uniwersytetu Dziecięcego panuje domowa atmosfera. Wszyscy rodzice się znają i wymieniają doświadczeniami. Opieka w domowym przedszkolu kosztuje ich tyle samo, ile w tradycyjnym (około 300 zł za miesiąc).

Sylwia Piekut-Burzyńska, której 2,5-letnia córka jest jedną ze "studentek", jest zachwycona miniprzedszkolem. - Edukacja odbywa się tutaj zawsze w formie zabawy, i to jest fantastyczne - mówi. - Kiedy dzieci np. poznają warzywa, to nie z obrazków, ale każde oglądają, wąchają, dotykają, smakują. Poza tym każdy maluch jest traktowany indywidualnie. Dzieci nie są zmuszane do jedzenia czy korzystania z toalety na zawołanie. Taka metoda moim zdaniem lepiej wpływa na dziecko niż działanie z odgórnie założonym harmonogramem, jak ma to miejsce w tradycyjnym przedszkolu.

W najbliższych latach podobne placówki będą mogli otwierać wszyscy chętni, którzy znajdą lokal i wykwalifikowaną kadrę do opieki nad dziećmi. Osoby, które zdecydują się prowadzić miniprzedszkole, mają szansę uzyskać dotację od gminy. Nowy program wszedł w życie dopiero latem i ruszył pełną parą na razie tylko we Wrocławiu. W pozostałych miastach, w tym w Bydgoszczy, dopiero raczkuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

 

 


 

kordeckiegoGazeta Pomorska 8 kwietnia 2008

Edukacja. Ucz dziecko muzyki jeszcze w brzuchu.

 

Zabawa z dźwiękami

W zajęciach Fundacji Kreatywnej Edukacji udział biorą nawet kilkutygodniowe maluchy.

Czy kilkutygodniowy niemowlak może uczestniczyć w zajęciach umuzykalniających? Fundacja Kreatywnej Edukacji pokazuje, że tak.

Joachim ma dopiero 4 miesiące, więc trudno zapytać go o wrażenia, ale patrząc na uśmiechniętą minę malucha, chyba jest zadowolony. Podobnie jak jego mama Adrianna, która po raz pierwszy przyszła na zajęcia umuzykalniające do siedziby Fundacji Kreatywnej Edukacji. Namówiła ją koleżanka Justyna Górska. – Mój Antoś przychodzi na zajęcia od roku – odpowiada pani Justyna. – Jest bardziej odważny bardziej otwarty na inne dzieci – dodaje. Najmłodszy uczestnik zajęć miał tygodni.

Na pomysł stworzenia zajęć umuzykalniających Jolanta Gawryłkiewicz, prezes fundacji, wpadła, kiedy była w ciąży z Tosią. Dziś dziewczynka ma rok i 9 miesięcy. Widać, że świetnie się bawi, kiedy jej mama prowadzi zajęcia, powtarza wypowiadane przez nią dźwięki. – Uwielbia śpiewać. Kiedy skończyła rok, potrafiła powiedzieć fragmenty „Lokomotywy” Tuwima na pamięć. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale zdaniem psychologa Edwina Gordona, wrażliwość muzyczna dziecka kształtuje się jeszcze w brzuchu mamy – odpowiada Jolanta Gawryłkiewicz. – Dzięki takim zajęciom jak nasze, kształtuje się aparat słuchowy malucha, co może pomóc w nauce na przykład języka obcego. Łatwiej nauczyć nam dziecko koncentracji, kontaktu z drugim człowiekiem, czego naszym pociechom często brakuje, zanim pójdą do przedszkola – dodaje Gawryłkiewicz.

Zajęcia umuzykalniające odbywają się w środy i czwartki o godz. 16.30 u 17.30 siedziba Fundacji Kreatywnej Edukacji, ul. Kordeckiego 16/1.

Anna Stasiewicz

Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


torun5kwietnia2008


Gazeta Pomorska piątek, 4 kwietnia 2008 Paweł Marwitz

Toruń – okolice

Edukacja. Nowatorskie pomysły.

Potrzebna muzyka


Chcesz, aby twoje dziecko szybciej się rozwijało, było twórcze i miało zdolności do improwizacji, zacznij edukację za pomocą muzyki już od pierwszego miesiąca jego życia.

W Toruniu od kilku miesięcy zajęcia dla niemowląt i małych dzieci prowadzi Fundacja Kreatywnej Edukacji. Wspomaga ona rozwój małych dzieci na podstawie teorii profesora Gordona, która w skrócie polega na kierowaniu rozwojem dzieci dzięki muzyce.

We wczesnym dzieciństwie – do 18 miesiąca życia – dzieci chłoną najwięcej informacji, ale zakodowanych w muzyce. Nie są w stanie na tym etapie wzrostu doszukać się treści, dlatego tak ważną rolę przypisuje się muzyce, w której poza aspektem melodycznym istotne znaczenie ma rytm. Muzyka ma znaczący wpływ na rozwój dziecka już nawet w okresie prenatalnym i pierwszych miesiącach po narodzinach. U małych uczestników zajęć obserwuje się zwiększoną płynność mowy, lepszą dykcję a także większe zdolności koncentracji.

Dzięki specjalnym zajęciom budujemy dzieciom tzw. słownik muzyczny, który jest podstawą do dalszej twórczości i improwizacji – wyjaśnia Daniela Wyrbińska, prowadząca zajęcia z dziećmi. – Muzyka rozwija ich wrażliwość, pobudza je. Dziecko staje się bardziej otwarte, a przy tym ma kontakt ze swoimi rówieśnikami. To pozwala lepiej przygotować maluchy do dalszej edukacji.

Zajęcia odbywają się w małych grupach, konieczne jest czynne uczestnictwo rodziców, z których najmłodsi w głównej mierze biorą przykład.

Muzyka przekazywana dzieciom jest dostosowana w tonacjach odpowiednio do ich wieku, czyli w przedziale pięciu dźwięków, które dzieci są w stanie powtórzyć.

Nie oczekujemy, aby dzieci od razu zaczęły śpiewać. To musi być ich spontaniczna reakcja – mówi Daniela Wyrbińska. – W trakcie zajęć dziecko coraz mocniej się angażuje, z czasem interpretując otrzymywaną muzykę na swój indywidualny sposób. Spotkania nie polegają na odsłuchiwaniu muzyki, ale też „podawaniu” dzieciom żywej muzyki, z różnych instrumentów.

Oprócz tego dla najmłodszych odbiorców fundacja organizuje specjalne koncerty.

W prowadzeniu edukacji najmłodszych, pomaga też bydgoski Ratusz. Tam fundacja działa prężnie już od kilku lat.

Od września ubiegłego roku fundacja ruszyła z zajęciami dla jednej grupy w Toruniu. Sporym wydatkiem dla organizacji jest koszt wynajęcia sali. Członkowie fundacji nie kryją, że liczą na wsparcie toruńskich władz miasta w rozszerzeniu tego nowatorskiego projektu na terenie Torunia. Teraz fundacja zamierza swoją ofertę zaproponować żłobkom i przedszkolom. Trzymiesięczny cykl zajęć to koszt 300 zł, godzina to wydatek 25 zł.

- Aby zobaczyć efekty u dzieci trzeba być cierpliwym, stąd proponujemy trzymiesięczne spotkania – dodaje Daniela. – Mamy nadzieję, że uda się nam niebawem obniżyć koszty zajęć tak, aby były one dostępne dla większej grupy odbiorców.

Każdy kto chce się przekonać jak to działa może przyjść na zajęcia umuzykalniające, które odbywają się w Toruniu, w każdą sobotę w siedzibie Młodzieżowego Domu Kultury przy ulicy Przedzamcze 11/15 od godziny 10.00.


 

Dozwolone do lat sześciu

dh, Wtorek, 29 Stycznia 2008


„Świąteczne spotkanie z Nutką Milutką” to tytuł zajęć muzycznych zorganizowanych w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy dla niemowląt i małych dzieci.

image

Muzycy występujący dla maluchów w Pałacu Młodzieży przebrani byli za anioły. Spotkanie odbywało się w świątecznej atmosferze /Fot. Dariusz Bloch

Pomysłodawczynią imprezy jest Mirosława Gawryłkiewiczowa, znana najmłodszym jako Nutka Milutka: muzyk, pedagog, autorka bajek, piosenek, książek z kręgu literatury dziecięcej oraz nauczyciel akademicki KPSW i UKW. Jest również współzałożycielką i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa E.E.Gordona. Organizacja od 1998 roku prowadzi edukację muzyczną dla dzieci.

- W niedzielę do wspólnej zabawy zachęcali studenci pedagogiki wczesnoszkolej i wychowania muzycznego UKW, którzy śpiewali kolędy.Towarzyszył im Bydgoski Chór Gospel pod dyrekcją Piotra Pawlickiego -mówi jedna z organizatorek spotkania, Jolanta Gawryłkiewicz, prezes Fundacji Kreatywnej Edukacji. W spotkaniu uczestniczyli również rodzice i opiekunowie dzieci.(dh)


 

Muzyka uczy małe dzieci

emi
2008-01-27, ostatnia aktualizacja 2008-01-27 21:40


Dzieci przebrane za pastuszków i aniołki tańczyły wczoraj razem zestudentami UKW. Zapusty przy muzyce gospel dla maluchów zorganizowała Fundacja Kreatywnej Edukacji.


gazeta herbatka z nutka 27.01.2008

 

Fot. Paweł Szatkowski / AG

Pastorałki, przyśpiewki i tańce. Do tego zdziwione, uśmiechnięte, rozbawione buzie maluchów. W przerwach pomiędzy scenkami energetyczne występy chóru gospel. Niedzielna impreza przyciągnęła tłumy dzieci i ich rodziców. Tym razem nikt nie siedział tradycyjnie na widowni. Wszyscy zostali włączeni w zabawę. Impreza była częścią kampanii promującej teorię nauki muzyki metodą Edwina Gordona prowadzoną przez Fundację Kreatywnej Edukacji, która powstała w Bydgoszczy.

Główna organizatorka niedzielnej zabawy Jolanta Gawryłkiewicz jest młodą mamą,ma wykształcenie muzyczne, więc szczególnie uwrażliwiona jest na muzyczny rozwój. - Profesor Gordon, propagator uczenia muzyki niemowląt i małych dzieci twierdzi, że najważniejszym okresem dla uczenia się jest czas od pierwszych chwil po urodzeniu do ukończenia trzeciego roku życia - wyjaśnia. - Mamy uczestników zajęć obserwują u dzieci zwiększoną płynność mowy, lepszą dykcję. Maleństwa znacznie łatwiej i na dłuższy czas potrafią się koncentrować, co oczywiście wpływa na ich rozwój intelektualny.


Źródło: Gazeta Wyborcza

Niemowlęta na lekcjach z umuzykalnienia

Aleksandra Lewińska
2007-09-12, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 10:47

Na zajęcia z muzyki rodzice zabierają niemowlęta. - Jeśli nawet dzieckow przyszłości nie zostanie wokalistą czy wirtuozem, to dzięki nauce rytmów i melodii szybciej zacznie mówić - przekonują specjaliści.

Zobacz powiekszenie
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG
Jolanta Gawryłkiewicz (z lewej) i Dobrochna Białczyk są przekonane, że dzięki zajęciom umuzykalniającym dzieci są bardziej śmiałe i łatwiej nawiązują kontakty z rówieśnikami.
Salka w Akademii Muzycznej. Maluchy siedzą w kręgu, a te, które jeszcze nie potrafią siedzieć - leżą. Najmłodsze dzieci mają zaledwie 2 miesiące, najstarsze 3 lata. Z głośników sączy się muzyka. Instruktorki zachęcają starsze dzieci do powtarzania melodii i wyklaskiwania rytmu. Maluchy śpiewają. Sylabami, zdaniami, jak potrafią. Po polsku i po angielsku. Ich mamy i ojcowie nucą razem z nimi. Czasem wszyscy skaczą,kręcą się w kółko, najmłodszych kołyszą na rękach rodzice. Na zajęcia wpadają też muzycy, na przykład Wojtek Jachna, trębacz z Sing Sing Penelope i Dubska. On gra, a jego dziecko "uczy się".

Tak wyglądały pierwsze w życiu lekcje 1,5-rocznej dziś Gabrysi Białczyk. Od roku organizuje je bydgoska Fundacja Kreatywnej Edukacji. Przez zajęcia umuzykalniające przewinęło się już ponad 60 maluchów, na warsztaty przyjeżdżali nawet z Włocławka.

W tym roku nabór dopiero się zaczyna. Już wiadomo, że do nauki garnie się wielu.

Zajęcia wymyśliły dwie młode mamy z wykształceniem muzycznym: Jolanta Gawryłkiewicz i Marta Danak.
Korzystają z teorii Edwina Gordona, amerykańskiego muzyka jazzowego, pedagoga i psychologa muzyki.

- Gordon twierdzi, że najważniejszym okresem uczenia się jest czas od pierwszych chwil po urodzeniu do ukończenia trzeciego roku życia - mówi Gawryłkiewicz. - Nasze zajęcia to nie żadna cudowna terapia, która uczyni z dzieci geniuszy. Jednak korzyści z nich jest wiele. Kształcenie muzyczne tak małych dzieci rozwija bowiem zdolności komunikacyjne, ułatwia koncentrację, rozwija pamięć.
Potwierdzają to logopedzi i matki, które zdecydowały się edukować swoje niemowlęta.

Dobrochna Białczyk, mama Gabrysi: - Szybko przekonałam się, że lekcje to był dobry pomysł. Mała zaczęła więcej mówić, podśpiewuje sobie w samochodzie. Oswoiła się też w pierwszych kontaktach z rówieśnikami,nie będzie w przyszłości obawiała się przedszkola.

Białczyk od lat śpiewa i tańczy w Zespole Tańca i Pieśni Ziemi Bydgoskiej. W tym roku swoje umiejętności wykorzysta, pomagając FKE wprowadzeniu zajęć dla dzieci. - Wkrótce poszerzymy ofertę o zajęcia językowe i plastyczne - zapowiada.

Pierwsze lekcje w tym roku odbędą się w środę 26 września. Trzy dni wcześniej, w niedzielę, w Pałacu Młodzieży o godz. 16.30 będzie można wziąć udział w bezpłatnych zajęciach pokazowych i koncercie inauguracyjnym. "Lekcje" odbywają się raz w tygodniu. 3-miesięczny cykl kosztuje 300 zł. FKE prowadzi też zajęcia w Inowrocławiu, w tym roku rusza z kursami w Toruniu.

Więcej o FKE na stronie: www.fundacjakreatywnejedukacji.org.



Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

 

 


 

Jak rozniecić muzykalność w dziecku i pobudzić rozwój? Mały poradnik dla rodziców i opiekunów.

www.madredziecko.com


Dlaczego muzyka jest ważna w okresie prenatalnym oraz niemowlęcym? patrz portal o edukacji i rozwoju dzieci

www.madredziecko.com

 


 

"Gazeta Pomorska", 9 kwietnia 2007 r.

 

EDUKACJA. Nowatorska teoria uczenia się muzyki praktykowana w Inowrocławiu

Dzidzia słyszy lepiej niż myślisz

Instruktorzy przekonują, że dzieciom "bombardowanym" odpowiednimi dźwiękami dajemy większą szansę na sukces.

 

- Ciekawe te zajęcia. Wspaniała integracja. Korzystają dzieci, ale i rodzice coś z tego wynoszą - mówi Henryk Drabiński, tato, który bacznie obserwuje, jak żona zgodnie z sugestiami instruktorki, Jolanty Gawryłkiewicz, bawi się ze swoim brzdącem. Śpiewa,tańczy, faluje.

Ciężko oddycha również Maria Maza. Właśnie zakończyła ćwiczenia z córeczką. - Dla dzieci, które są zbyt małe, by chodzić na zajęcia przedszkolne, w Inowrocławiu nie ma zbyt wiele ofert. Z dużym entuzjazmem podeszłam do tego kursu. Najbardziej cieszy mnie to, że moja córka ma kontakt z innymi dziećmi - mówi Maria Maza.

 

Teoria profesora Gordona

Dzieci milkną, gdy słyszą wysokie tony wydobywające się z gardła prowadzącej. Śpiew i muzyka to na tych zajęciach podstawa. Fundacja Kreatywnej Edukacji, która zorganizowała w Inowrocławiu pierwszy kurs dla rodziców z dziećmi w wieku do 3 lat, powstała z inicjatywy osób, które chcą propagować nowe, aktywne metody uczenia się.

Prowadząca zajęcia Jolanta Gawryłkiewicz jest młodą mamą. Ma wykształcenie muzyczne, więc szczególnie uwrażliwiona jest na rozwój muzyczny dzieci. - Praktykujemy i staramy się rozpowszechniać nowatorską teorię uczenia się muzyki, której twórcą jest Edwin Elias Gordon. Profesor Gordon, propagator uczenia muzyki niemowląt i małych dzieci twierdzi,że najważniejszym okresem dla uczenia się jest czas od pierwszych chwil po urodzeniu do ukończenia trzeciego roku życia. Pole do popisu mają więc rodzice- opowiada Jolanta Gawryłkiewicz. Dodaje, że kształcenie muzyczne niemowląt i małych dzieci kształtuje zdolności komunikacyjne. - Mamy uczestników zajęć umuzykalniających obserwują zwiększoną płynność mowy, lepszą dykcję u swoich dzieci. Maleństwa znacznie łatwiej i na dłuższy czas potrafią się koncentrować,co oczywiście wpływa na ich rozwój intelektualny.

Słuch od urodzenia

Głównym celem zajęć prowadzonych przez fundację jest rozwój muzyczny dzieci. - Przed wojną nauczyciel najmłodszych klas musiał umieć grać na instrumencie po to, by móc z dziećmi muzykować. Mój dziadek na przykład uczył matematyki, grał na skrzypcach i śpiewał z dziećmi - mówi Miłosz Gawryłkiewicz, również muzyk, mąż pani Jolanty. Zapewnia, że każdy rodzi się z doskonałym słuchem muzycznym. - To później, w miarę upływu czasu pod wpływem braku odpowiednich bodźców, te umiejętności się zatraca - dodaje.

Fundacja ma zamiar na dłużej zakorzenić się w Inowrocławiu. Najbliższe zajęcia odbędą się w Przedszkolu "Pod Tęczą" w poniedziałek, 16 kwietnia. We wrześniu natomiast w przedszkolu tym zostanie otwarte Centrum Aktywnej Edukacji.

 


"Gazeta Pomorska", 17 listopada 2006 r.

Staś już się kręci

Tola, jeszcze zanim się urodziła, ćwiczyła słuch na uniwersytecie u profesor Zwolińskiej. Teraz Tola ma już cztery miesiące i dwa tygodnie. Nie opuszcza zajęć, robi postępy.

pomorska.pl

Zajęcia na bydgoskim uniwersytecie. "O", jak fajnie. Można się uczyć zaraz po urodzeniu. Że "O" ma w głowie pstro. Że kąpało się w rosole, tańczyło tango na stole. (Fot. Tomasz Czachorowski)

Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, poniedziałek, godzina 16.00, zaraz się zacznie. Schodzą się gaworzący studenci, niektórzy potrafią już chodzić. Inni kołyszą się na rękach u mamy. Ola ma 19 miesięcy, Tola cztery, Mateusz - pięć... Sala w lustrach, w tle muzyka jazzowa. Można się położyć na podłodze i wodzić wielkimi oczami za profesor Zwolińską, która ma długie, czarne włosy związane w kitkę.

Kubuś Gadziński (jutro skończy piąty miesiąc) tuli się do taty. Na zajęcia zawsze przyjeżdża z tatą i z babcią. Wybrać się na uniwersytet, to dla nich nie taka prosta rzecz. Mieszkają na wsi, pod Nakłem. To wyprawa, dojazd kłopotliwy, korki.

- Ale warto - mówi tato Kuby. Jest nauczycielem wuefu i trenerem piłkarskim. Zawodnikom zaleca ćwiczenia przy muzyce, zauważył, że to wpływa na koordynację ruchową.

Jak mówić do dziecka w brzuchu

Dziecko, zanim się urodzi, śni. Na przykład o ruszaniu ręką. Albo o dźwiękach. Już między czwartym, a piątym miesiącem zaczyna reagować na bodźce akustyczne. Silny dźwięk lub wibracja budzą płód ze snu, wywołują szybsze bicie serca. Dziecko potrafi dostosować swą aktywność do słyszanych dźwięków. Na przykład skacze w rytm bębna. Uczy się znaczenia tego, co słyszy.

Badania prowadzone przez amerykańskich naukowców sugerują, że po tym, jak płód reaguje na dźwięk, można przewidzieć, jaką będzie osobowością po urodzeniu. Dzieci, które w okresie płodowym reagują wolno i słabo - później, jako dorośli są konkretni, bez wybujałej fantazji, kontrolują swoje emocje, nie wpadają w panikę w sytuacji zagrożenia. Dzieci, które w okresie prenatalnym na każdy dźwięk reagują szybko i bardzo żywo, mogą być nadpobudliwe, emocjonalnie nadwrażliwe, ale przy tym twórcze, z bujną wyobraźnią.

Naukowcy od dawna tłumaczą matkom, jak ważne jest to, co mówią i czego słuchają w czasie ciąży. Dziecku ponoć nic z tego nie umknie: słyszy, reaguje, zapamiętuje. Wiemy, że przed i zaraz po urodzeniu preferuje muzykę Vivaldiego i Mozarta. Wiemy, że raczej nie przepada za Beethovenem i Brahmsem.
Coraz więcej jest eksperymentów wykorzystujących dźwięki w nauce, leczeniu zaburzeń słuchu, autyzmu, dysleksji, nadpobudliwości psychoruchowej. Dźwięki dynamizują korę mózgową, poprawia się koncentracja, pamięć, wzrasta kreatywność.

Zawrotną karierę, także w Polsce, robi termin "efekt Mozarta": dzieci poddaje się terapii wykorzystując specjalnie dobrane kompozycje muzyki klasycznej i chorałów gregoriańskich (to ma wpływać na rozwój języka, pamięci, poczucia przestrzeni).

Oferuje się też nagrania dudnienia binaturalnego (różnicowego, dwuusznego) - można kupić 41 minut dudnienia, a w tle szum morskich fal, albo odgłos zanurzania się. Ma przypominać to, co zapamiętaliśmy z życia płodowego, przywoływać tamto poczucie bezpieczeństwa i pomagać w koncentracji.

- Kiedyś jedna z nauczycielek w przedszkolu puściła taką płytę w czasie leżakowania. Dzieci zaczęły się moczyć - mówi Mirosława Gawryłkiewicz z bydgoskiego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Woli inaczej stymulować maluchy. Razem z prof. Ewą Zwolińską od lat hołdują teorii gordonowskiej - w 1996 założyły Polskie Towarzystwo Edwina Eliasa Gordona. Namawiają, żeby śpiewać dzieciom, także tym, które jeszcze się nie urodziły. Bo, jak tłumaczą, głos to pierwszy z instrumentów. A dzieci na początku swego istnienia nie mają nic innego do roboty, tylko słuchać.

Idzie Jaś, idzie Staś

Ola, która ma już 19 miesięcy, może nie tylko słuchać, ale wirować w kółko. Julka też wiruje. Dominik chowa się za krzesłem. Ale zaraz zejdą się, usiądą w kółku. Prof. Zwolińska śpiewa czystym głosem Rozpoczynajkę:
Podajmy sobie ręce,
już powitania czas...

W kółku dzieci, mamy. Śpiewają. Ze słowami albo bez słów. Po polsku. Po angielsku. Szybko. Wolno. Raz słychać skrzypce, raz trąbkę. Raz jest molowo, raz durowo. Na zasadzie kontrastu dobiera się metrum, tempo, barwę.
Hello, How are you...
Albo: Idzie Jaś, idzie Staś, idzie też Marysia...

Śpiewając można poskakać. Albo się do siebie przytulić. Można nawet nauczyć się liter. Dzieci są ciekawe, "Kiedy małe "i" na tapczanie śpi... Albo weźmy "U" - zaświadczam własnym długopisem, "U" jest wielkim urwisem.
Z kolei "O" ma w głowie pstro. "Kąpało się w rosole, tańczyło tango na stole"... Dzieci, które umieją już stać na nogach, przy tej piosence zaraz kręcą się w kółko. A z dziećmi kręcą się mamy, a z mamami prof. Zwolińska, a z nią, oczywiście, Mirosława Gawryłkiewicz. Zajęcia oparte na teorii Gordona trudno poprowadzić w pojedynkę.

Taka okazja się nie powtórzy

Edwin Elias Gordon - profesor z University of Carolina, muzyk jazzowy, pedagog, psycholog muzyki, ma 79 lat, a gdy przyjeżdża do Polski, śpiewa i turla się po podłodze z niemowlakami. Powiedział kiedyś, że ci, którzy dużo wiedzą o rozwoju człowieka, chcieliby jak najdłużej być dzieckiem. Zdają sobie bowiem sprawę, że możliwości uczenia się nigdy nie są większe niż w chwili narodzin.

Teoria Gordona zakłada, że najważniejszym okresem dla uczenia się jest czas od pierwszych chwil po urodzeniu do ukończenia trzeciego roku życia. Kolejnym, ważnym etapem rozwoju są następne dwa lata. Warto więc oddziałowywać na dziecko w tym czasie. A najlepiej zacząć jeszcze przed urodzeniem. To, czego maluch doświadczy w brzuchu mamy i w ciągu pierwszych pięciu lat życia, tworzy podstawę dla całej późniejszej edukacji. Gordon jest przekonany, że im wcześniej dziecku damy tę podstawę, tym więcej później skorzysta. I odwrotnie - im później zaczniemy, tym gorsze będą efekty w przyszłości. Po raz drugi nie powtórzy się okazja do nadrobienia zaniedbań.

Tola słucha rytmiczanek

Jolanta Gawryłkiewicz (po szkole muzycznej, studiach ekonomicznych) jest synową Mirosławy, wiceprzewodniczącej gordonowskiego towarzystwa. Nic więc dziwnego, że jak zaszła w ciążę, śpiewała dziecku, chodziła do teściowej na zajęcia grupy eksperymentalnej. Zajęciami na bydgoskim uniwersytecie zainteresowała swoją koleżankę, Martę Danak (w ciążę zaszła miesiąc wcześniej, filolog, pracuje w świetlicy terapeutycznej, znają się z Jolą z podstawówki). Zaczęły się spotykać, obie z brzuchami, śpiewające. Później chodziły do szkół rodzenia, namawiały inne mamy do śpiewania. Aż zabrakło miejsca w grupach eksperymentalnych na uniwersytecie. Wpadły na pomysł, żeby założyć Fundację Kreatywnej Edukacji. Nawiązały współpracę ze szkołami rodzenia i z bydgoską Akademią Muzyczną, uczelnia odstąpiła im salę, więc tam też będą zajęcia z niemowlakami.

- Chcemy propagować nowe, aktywne motody uczenia się - mówią. Polubiły to, co wymyślił Gordon. Widzą, że ich dzieciom pomaga. Mati, syn Marty, jest spokojny. Duży, jak na swoje pięć miesięcy, pogodny, ciekawy świata. Uwielbia, jak mu śpiewać, słucha uważnie. Tola, córka Joli, szczególnie lubi słuchać rytmiczanek. Gdy skończyła czwarty miesiąc, powiedziała: Ma-ma. Zwykle dzieci zaczynają mówić w ósmym, dziewiątym miesiącu.

Naród nie usłyszy artysty

Staś Opaliński ma siedem lat, jest w pierwszej klasie szkoły muzycznej. Płynnie czyta, pisze. Od dwóch lat gra na pianinie. Pierwszy nauczyciel, do którego trafił, powiedział, że Staś ma słuch absolutny.

Mama, krótko po tym, jak się urodził, zabierała go na zajęcia opracowane zgodnie z teorią Gordona (najpierw dziecko słucha, gromadzi dźwięki z otoczenia, później porusza się i paple w odpowiedzi na nie, z czasem naśladuje). Zabierała też córki: Jadzię i Tereskę (obie grają na instrumentach, śpiewają, młodsza, czteroletnia ładnie już pisze). Tworzą rozśpiewaną rodzinę (łącznie z dwuletnim Stefankiem, który szybko łapie rytm). Choć Opalińscy nie mają wykształcenia muzycznego, ich dzieci z muzyką są obyte. - Mnie w szkole nie nauczono nawet czytać nut - mówi Opalińska. Bardzo nad tym ubolewa.

- W Polsce nie ma muzycznej edukacji, została pogrzebana. Kształcą się tylko artyści, i to chyba dla samych siebie, bo naród ich nie słyszy. Głuchy - wzdycha prof. Zwolińska. - Próbujemy oddolnie poprawić sytuację. Uczymy, jak się powinno pracować z dziećmi.

Skacze jak piłeczka

Prof. Zwolińska śpiewa maluchom. Dostają chusteczki: żółte, zielone, fioletowe. Machają. Ola macha, Julka. Kubuś jest za mały, leży na wielkiej, kolorowej piłce i skacze w rytm, jak piłeczka: Kolory, kolory muzyka ma. W kolory, kolory z muzyką graj...

Zaraz będzie koniec zajęć. Jeszcze tylko bańki mydlane. Uwielbiają bańki, rozpływają się w każdą stronę. Jak dźwięki.

- Wszystkie dzieci powinny śpiewać, grać. Cieszyć się tym - powie po zajęciach prof. Zwolińska.

Twierdzi, że to co robią na uniwersytecie, mógłby robić każdy, kto ma przygotowanie muzyczne. - Ale nie każdemu chce się kulać z dziećmi.

Małgorzata Święchowicz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 

Newsletter




Jesteś tu :Strona główna arrow O Nas arrow Media o nas


Portal współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach
Europejskiego Funduszu Społecznego