| Teatr w koszyczku. Zróbmy sobie przedstawienie. |
|
|
|
Teatr w koszyczku. Zróbmy sobie przedstawienie. Ewa Abramczyk-Boguszewska Gazeta Pomorska. 11 czerwca 2010 Bardzo podobają mi się te bajki - mówi z przejęciem Michasia Sikorska. Dlaczego? - Bo są inne niż w telewizji i to jest w nich najfajniejsze! Katarzyna Torzewska z wykształcenia pedagog, a z zamiłowania „opowiadacz bajek" ma grono swoich wiernych fanów. W księgarni „Gratka" najmłodsi mogą oglądać specjalnie przygotowane dla nich przedstawienia. Anna Sikorska przychodzi tutaj ze swoimi dziećmi: Michasią, Ignasiem i Anielką. - Odpowiada nam ta kameralna atmosfera - mówi. - Dzieci dobrze się tu czują. Bajki po prostu im się podobają. Stoliczku, odkryj się! Nie jest to zwykły spektakl. Dzieci nie muszą siedzieć na widowni i grzecznie oglądać tego, co się dzieje na scenie. Mogą włączyć się w opowiadanie bajek. Dotknąć figurek, które „grają" w przedstawieniu, Funkcję sceny pełni stół, kurtyny - jedwabna zasłona. Każde spotkanie to zabawa. Tym razem dzieci będą oglądać bajkę o kmiotku i soczewicy. Które dziecko dziś wie, co to soczewica i kim jest kmiotek? Dlatego najpierw krótka lekcja. Do rąk widzów trafiają woreczki. Co w nich jest? - Ziarenka! - Jakie? - Okrągłe i twarde - wołają dzieci. - Wcale nie, one są trochę miękkie - protestują inne maluchy. - Mogę je polizać? - A co to jest? - Soczewica, która zagra w następnej bajce -wyjaśnia pani Kasia. I tak zaczyna się opowieść o leniwym kmiotku, któremu nie chciało się wsypać ziaren do worka. W końcu jednak przekonał się, że warto zabrać się do pracy, a z pomocą przyjaciół wszystko pójdzie jak z płatka. - A soczewica nie chce do wora - chór dziecięcych głosów powtarza refren bajki. Mały chłopczyk uparcie podchodzi do stołu - sceny. Jest wyraźnie zainteresowany figurkami zwierząt. - Zostaw, nie przeszkadzaj - upomina go mama. Maluch jednak nie rezygnuje, a przedstawienie trwa nadal. Wszystkim żal, gdy się kończy. - Bajeczka się skończyła. Była miła czy niemiła? - Miła!! - Ba widowni jest Marianna Torzewska, córka pani Kasi. Co najbardziej lubi w przedstawieniach mamy? - Figurki. Podobają mi się, bo są własnoręcznie zrobione. Takich nie można kupić w sklepie. Siła wyobraźni To dzieci - trzynastoletni Antek, dziewięcioletnia Marianna i najmłodsza, pięcioletnia Aniela - są doradcami pani Kasi. - Antek najmniej angażuje się w moje przedstawienia z racji swojego wieku - śmieje się jego mama. - Czasami więc proszę dziewczyny o radę. Efekt prób moje dzieci widzą jednak w dniu premiery. Gdy ćwiczę, wiedzą, że mamie nie można przeszkadzać. Muszę przemyśleć, jak powinny poruszać się figurki, przećwiczyć tekst, dostosować piosenki, jak zbudować nastrój całej opowieści. - Dzieci trochę pomagają w przygotowaniu figurek. Ich zrobienie wymaga czasu i staranności. Postaci szyję z naturalnych materiałów - wełny, bawełny, płótna i filcu. Do wykonania zwierząt używam runa owczego, które filcuje - pani Kasia zdradza tajniki swojej pracy. - Rekwizyty są skromne. Chcę bowiem pokazać dzieciom, że w domu też mogę przygotować sobie teatrzyk, który niewiele kosztuje. Przedstawienie ma być dla nich inspiracją do podejmowania różnych prób. Lalki nie mają rysów twarzy. Dorosły od razu tego nie zauważa. Dzieci, to co innego. - Czasami pytają, dlaczego lalki nie mają buzi. Tłumaczę, że występują przecież w różnych okolicznościach. Czasem są wesołe, innymi razem smutne. Nie mogą więc być, na przykład zawsze uśmiechnięte. To dzieci w wyobraźni nadają lalkom wyraz twarzy, w zależności od nastroju opowieści. Opowieści sprzed lat Dekoracje są lekkie i zwiewne. Są też wyroby z gliny i dary natury. A najciekawsze jest to, ze cały teatrzyk można zmieścić w koszyczku. Z nim pani Kasia zawitała też do zaprzyjaźnionych przedszkoli i szkół. Dzięki niej maluchy żyjące w epoce komputerów i telewizji mają okazję poznać polską klasykę. - Ożywiam nieco zapomniane bajki - mówi pani Kasia. - Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele mamy pięknych, polskich utworów. Z mądrym morałem, bardzo czytelnym dla dzieci. Taka jest, na przykład twórczość Antoniego Glińskiego, który napisał bajkę o kmiotku i o soczewicy. Dodatkową atrakcję dla dzieci są piosenki ludowe, tematycznie połączone z przedstawieniami. - Podoba mi się, jak ta pani śpiewała - mówi Ignaś Sikorski. - Bo pani śpiewa, rusza się, a gdy trzeba - udaje zwierzęta. Najbliższe przedstawienie w „Gratce" już dziś. Tym razem maluchy będą słuchać opowieści o kwiecie paproci, przygotowanej w oparciu o baśń Józefa Ignacego Kraszewskiego. Na spektakl może wybrać się każdy, kto ma ochotę. Wstęp jest wolny. Katarzyna Torzewska Absolwentka pedagogiki specjalnej, współtworzyła Ośrodek dla Dzieci Autystycznych w Bydgoszczy. Ukończyła studia podyplomowe z edukacji przedszkolnej w wczesnoszkolnej. Wraz z muzykiem - Jolantą Gawryłkiewicz, napisała projekt dla Fundacji Kreatywnej Edukacji związany z upowszechnieniem bajki i tradycyjnej muzyki polskiej. Przedstawienia oglądali w Bydgoszczy mali pacjenci w szpitalach, mieszkańcy Domu Małego Dziecka, Domu Samotnej Matki, dzieci ze świetlic środowiskowych. Obecnie prezentowane są w księgarni „Gratka" przy ulicy Jezuickiej w Bydgoszczy. Teatrzyk w koszyczku mogą mogą także zapraszać szkoły i przedszkola. Jego autorka współpracuje z księgarnią „Kolorowa" w Bydgoszczy. |
Portal wspófinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach
Europejskiego Funduszu Społecznego