Miniprzedszkola, klęski urodzaju nie ma Drukuj Email

Miniprzedszkola, klęski urodzaju nie ma

Marcelina Szumer

2008-11-02, ostatnia aktualizacja 2008-11-03 00:32

Dziesięć miesięcy po poluźnieniu prawnych obostrzeń wciąż powstaje niewiele domowych przedszkoli

Fot. Agnieszka Kosiec / AGPrzedszkole w Zielonej Górze

ZOBACZ TAKŻE

Mały drink dobry dla dziecka? (03-11-08, 19:16) PO boi się rodziców? (29-09-08, 21:24) Rodzice apelują: nie uczcie się na naszych dzieciach (28-09-08, 20:59) Partia mamy i taty walczy o maluchy (21-09-08, 21:41) Kościół pomoże przedszkolakom (26-08-08, 21:39) Jest szkoła, będą przedszkola? (02-07-08, 22:22) Łatanie przedszkolnych dziur (30-06-08, 19:16) Żłobki i przedszkola na uczelniach zachęcą do rodzenia dzieci? (02-08-07, 06:27)

>> Maluchy eksperymentują w przedszkolu

Do bydgoskiego urzędu miasta wciąż dzwonią zainteresowani założeniem miniprzedszkola. Ale na tym kończy. - Nie powstało ani jedno miniprzedszkole - przyznaje Marian Sajna, dyrektor miejskiego biura edukacji. W jego opinii główną przeszkodą są wymogi dotyczące lokalu.

Przepisy umożliwiające firmom, fundacjom i prywatnym osobom zakładanie miniprzedszkoli weszły w życie w styczniu. Miały pomóc rozwiązać problem braku miejsc w placówkach publicznych. Okazało się, że zainteresowanym trudno spełnić wymagania (lokal na miniprzedszkole musi mieć co najmniej 16 m kw. powierzchni, 2,5 m wysokości, dwa wyjścia przeciwpożarowe). - Prawo zostało pomyślane tak, aby zapewnić jak najlepszą opiekę dzieciom - twierdzą przedstawiciele MEN. Pod koniec listopada sprawdzą, czy przepisy nie są zbyt restrykcyjne, dowiemy się, ile powstało miniprzedszkoli.

Oto, co wynika z naszej sondy.

Wrocław. Od lipca powstało tam dziewięć takich placówek. Działają głównie przy domach kultury i zapewniają miejsca dla 225 maluchów. Pod koniec roku mają zacząć działać pierwsze miniprzedszkola w prywatnych mieszkaniach. - Taką chęć zgłosiło kilkanaście osób - mówi Lillia Jaroń, dyrektorka wrocławskiego biura edukacji.

Poznań. Dzięki unijnym dotacjom pozarządowa fundacja Familijny Poznań otworzyła 15 miniprzedszkoli.

Warszawa. Magistrat jeszcze nie ma dokładnych informacji, ale wiemy że placówki są np. Zespół Ognisk Wychowawczych im. Lisieckiego przed miesiącem uruchomili dwa punkty. Zajęcia trwają trzy godziny, są bezpłatne, rodzice mogą w nich uczestniczyć z dziećmi.

Z Jolantą Gawryłkiewicz z bydgoskiej Fundacji Kreatywnej Edukacji, która we własnym mieszkaniu prowadzi przedszkole, rozmawia Marcelina Szumer

Skąd pomysł, aby prowadzić przedszkole?

- Jestem muzykiem, zaczęło się od zajęć umuzykalniających dla dzieci. W 2006 r. stworzyłam fundację. Wtedy wynajmowaliśmy pomieszczenia, ale one nie zawsze spełniały nasze oczekiwania. Postanowiłam urządzić swoje mieszkanie tak, aby nadawało się na zajęcia dla dzieci. To duże mieszkanie na parterze, dokupiłam pomieszczenia od sąsiadów, jest sala dla dzieci i specjalna dostosowana dla nich łazienka. Od września rozszerzyłam działalność o opiekę nad dziećmi w ciągu dnia. Pracują u mnie dwie mamy, które chcą połączyć wychowanie dziecka z pracą. To pasjonatki. Chciałabym im płacić więcej i zatrudniać na etat, ale na razie im taki układ odpowiada. Placówka działa cztery godziny dziennie.

To znacznie mniej niż w normalnym przedszkolu?

- To nie jest rozwiązanie dla wszystkich, ale lepsze cztery godziny fajnych, rozwijających zajęć niż nic. U nas jest średnio 13 dzieci (niektórzy rodzice przywożą dzieci np. co drugi dzień), są zabawy, eksperymenty, czas dla każdego. Koszt - ok. 300 zł miesięcznie. Część mam, których dzieci do nas chodzą, wychowuje w domu młodsze dzieci, część wykonuje wolne zawody, więc nie pracują od 8 do 18.

Zajęcia nie mogą trwać dłużej ze względu na brak posiłków. Nie dostaję jeszcze miejskiej dotacji, więc nie mam, jak zorganizować kuchni czy cateringu. Dzieci przynoszą ze sobą drugie śniadanie.
Czyli nie jesteście jeszcze miniprzedszkolem?

- Na razie używamy nazwy "Uniwersytet Dziecięcy". Jesteśmy czymś pomiędzy klubem malucha a widniejącym w nomenklaturze Ministerstwa Edukacji punktem przedszkolnym. Najpierw otworzyłam placówkę, a dopiero potem zaczęłam się starać o środki z urzędu miasta. Czeka mnie dostosowanie do ministerialnych wymagań: współpraca z kuratorium, nadzór osoby z odpowiednimi kwalifikacjami. Muszę działać zgodnie z wymaganiami sanepidu czy straży pożarnej.

Wiele osób, które myślą o otwarciu miniprzedszkola, skarży się, że załatwienie formalności to droga przez mękę.

- Nie jest łatwo. Teraz walczę z sanepidem o zmianę sposobu użytkowania lokalu - mam mieszkalną, a nadzór budowlany twierdzi, że musi być publiczny. Mam pismo z Ministerstwa Infrastruktury, że przedszkole może się mieścić w mieszkaniu. Niestety, urzędnicy na początku rozmowy w ogóle mnie nie słuchają. Muszę się im udowadniać, że mam rację.

Kiedy staniecie się oficjalnie miniprzedszkolem?

- Urząd miasta raz w roku prowadzi nabór wniosków o dofinansowanie. Mam nadzieję, że do września 2009 r. sprostamy wymaganiom.

Czy dla waszego dziecka zabrakło miejsca w publicznym przedszkolu? Jak sobie poradziliście, jak to wpłynęło na wasz domowy budżet, na wasze życie? Piszcie: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

pteeg

rdlogo

logo_mamy w sieci

logo_lubostron

mkidn_01_cmyk

qulturka_znak_podpis_rgb

logo_rodzice_przyszlosci_m

Newsletter




logofk

logo am

Jesteś tu : Strona główna O nas Media o nas Miniprzedszkola, klęski urodzaju nie ma

Logo EU
Portal wspófinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach
Europejskiego Funduszu Społecznego