| Pierwsze domowe przedszkole w Bydgoszczy |
|
|
|
Pierwsze domowe przedszkole w Bydgoszczy Emilia Iwanciw 2008-09-23, ostatnia aktualizacja 2008-09-23 17:16 W Bydgoszczy powstało pierwsze alternatywne przedszkole o nazwie Uniwersytet Dziecięcy. Rodzice są zachwyceni. - Nie ma rygoru, każde dziecko traktowane jest indywidualnie, a atmosfera jak w domu - chwalą Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AGMiniprzedszkole Fundacji Kreatywnej Edukacji mieści się w prywatnym mieszkaniu przy ul. Kordeckiego 16/1. Na zdjęciu: Agnieszka Chełkowska-Madej (z lewej) i Agnieszka Łączna podczas zabaw z dziećmi ZOBACZ TAKŻE We Wrocławiu się udało (23-09-08, 17:17) Od tego roku osoby prywatne, firmy, organizacje pozarządowe, a nawet parafie mogą prowadzić domowe przedszkola. Jest to możliwe, bo właśnie wchodzą w życie nowe przepisy prawne. Ministerstwo Edukacji Narodowej w czerwcu wydało rozporządzenie o tzw. alternatywnych formach wychowania przedszkolnego, które znacznie łagodzi obowiązujące dotychczas wymogi lokalowe. Nareszcie rodzice będą mogli zostawić dziecko pod profesjonalną opieką tylko na kilka godzin, tyle razy w tygodniu, ile zechcą. Pod warunkiem że znajdą się osoby, które będą chciały otworzyć takie placówki. W Bydgoszczy jako pierwsza zadania podjęła się Fundacja Kreatywnej Edukacji, która do tej pory zajmowała się głównie umuzykalnianiem niemowląt. Właśnie utworzyła Uniwersytet Dziecięcy. Maluchy w wielu od 2,5 do 5 lat mogą uczestniczyć w zajęciach przez cztery godziny dziennie. Uczą się francuskiego, angielskiego, muzyki, biorą udział w warsztatach teatru tańca i zajęciach przyrodniczych. Na tych ostatnich same sadzą rośliny: słoneczniki i brokuły, a potem patrzą, jak rosną. Zajęcia odbywają się w prywatnym mieszkaniu Jolanty Gawryłkiewicz - prezes fundacji. Dzieci jednego dnia maksymalnie jest 13. Opiekują się nimi dwie wykwalifikowane wychowawczynie, trzecia prowadzi zajęcia. - Stworzyliśmy Uniwersytet Dziecięcy nie tylko ze względu na brak miejsc w przedszkolu - tłumaczy Gawryłkiewicz. - Naszym zdaniem, dla maluchów o wiele lepszym rozwiązaniem niż tradycyjne, są alternatywne miniprzedszkola. Te pierwsze, przez dużą ilość dzieci nie mają szansy poświęcić dzieciom tyle uwagi, ile potrzebują, pozwolić na samodzielne eksperymenty i rozwijanie wyobraźni. Przy takiej ilości dzieci wiele czasu pochłania po prostu utrzymanie dyscypliny. Zajęcia w alternatywnym przedszkolu odbywają się w oparciu o zasady pedagogiki Marii Montessori. Metoda ta kładzie nacisk na swobodny rozwój dzieci. Przeciwstawia się systemowi szkolnemu, tłumiącemu aktywność maluchów, którego symbolem była dla Montessori szkolna ławka. Głównym zadaniem tego rodzaju edukacji jest wspieranie spontaniczności i twórczości dzieci, nietłumienie ich energii i radości naturalnie wpisanej w dzieciństwo. - Dzieci uczą się u nas poprzez samodzielne eksperymenty metodą prób i błędów - wyjaśnia Gawryłkiewicz. - To wychowanie w oparciu o zasadę: daj mu czas, by mógł zrobić to sam. Na zajęciach Uniwersytetu Dziecięcego panuje domowa atmosfera. Wszyscy rodzice się znają i wymieniają doświadczeniami. Opieka w domowym przedszkolu kosztuje ich tyle samo, ile w tradycyjnym (około 300 zł za miesiąc). Sylwia Piekut-Burzyńska, której 2,5-letnia córka jest jedną ze "studentek", jest zachwycona miniprzedszkolem. - Edukacja odbywa się tutaj zawsze w formie zabawy, i to jest fantastyczne - mówi. - Kiedy dzieci np. poznają warzywa, to nie z obrazków, ale każde oglądają, wąchają, dotykają, smakują. Poza tym każdy maluch jest traktowany indywidualnie. Dzieci nie są zmuszane do jedzenia czy korzystania z toalety na zawołanie. Taka metoda moim zdaniem lepiej wpływa na dziecko niż działanie z odgórnie założonym harmonogramem, jak ma to miejsce w tradycyjnym przedszkolu. W najbliższych latach podobne placówki będą mogli otwierać wszyscy chętni, którzy znajdą lokal i wykwalifikowaną kadrę do opieki nad dziećmi. Osoby, które zdecydują się prowadzić miniprzedszkole, mają szansę uzyskać dotację od gminy. Nowy program wszedł w życie dopiero latem i ruszył pełną parą na razie tylko we Wrocławiu. W pozostałych miastach, w tym w Bydgoszczy, dopiero raczkuje. Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz |
Portal wspófinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach
Europejskiego Funduszu Społecznego